25listopad2020     ISSN 2392-1684

Wieczór w porcie – BBG HOPE przy Nabrzeżu Holenderskim

00 xDSC 0205e

Już od kilku dni w Morskim Terminalu Masowym Gdynia przy nabrzeżu Holenderskim stał wielki, bez mała 230 metrowy masowiec BBG HOPE z Hong Kongu. Był to statek zupełnie nowy, zbudowany dopiero co (w 2013 roku) w Chinach, jak prawie wszystkie inne jednostki dzisiaj. Ten akurat powstał w stoczni Beihai Shipbuilding Heavy Industry w mieście Qingdao. Jedyne, co odróżnia go od innych tego typu bulk-carrierów, to prosty, tępy dziob z namiastką gruszki dziobowej w podwodnej części kadłuba. W przepastnych ładowniach BBG HOPE przewozić może kilkadziesiąt tysięcy ton ładunku naraz. Od kilku już dni rząd sześciu portowych dźwigów usiłował wypełnić je sypkim towarem, dowożonym codziennie wprost na nabrzeże przez pociągi. Obserwowałem z zainteresowaniem, jak statek z dnia na dzień coraz głębiej siada w wodzie. Sądząc ze znaczków na dziobie i rufie, mógłby zanurzyć się nawet do 14,5 metra, co w Gdyni jest akurat wartością teoretyczną. Maksymalne dopuszczalne zanurzenie przy Holenderskim wynosi bowiem chwilowo „tylko” 13 metrów, choć już rozpoczęła się wielka inwestycja przekształcenia Gdyni w port głębokowodny – z pogłębieniem basenów i toru wodnego do 16 metrów! W tej chwili jednak BBG HOPE osiadłby na dnie basenu na długo, zanim ładownie byłyby pełne.

W niedzielę, 17 sierpnia 2014 poczułem nieprzepartą potrzebę rzucenia okiem na jakieś inne statki oprócz żaglowców (które przybywały na zlot Gdynia Sails 2014), udałem się więc późnym wieczorem do portu – i najbliżej spod Dworca Morskiego było mi właśnie do Basenu Węglowego. Pogoda tego dnia nie była plażowa, chmury zbierały się nad Gdynią przez cały dzień i co rusz padało. Także teraz w powietrzu czuło się kolejną nadciągającą falę deszczu. Lada moment znów mogło być mokro.

Wykorzystałem jednak jeszcze suchy moment i nie bacząc na nadzwyczaj marne światło (a w zasadzie jego brak) postanowiłem cyknąć statkowi kilka fotek. Przyznam się bez bicia, że bardzo lubię właśnie takie zdjęcia, robione już po zmroku, a jeszcze nie w nocy. Moj ulubiony fotograf jest mistrzem w tej dziedzinie i co rusz sięgam po jego wspaniały album z Walii. Inspiruje mnie on na tyle, że też próbuję się czasem sprawdzić w podobnych warunkach. Rezultaty są oczywiście niewspółmiernie gorsze, ale to przecież nie może mnie zniechęcić. Po prostu kocham te chwile po skończonym dniu, gdy w powietrzu panuje niczym niezmącona cisza, zapalają się pierwsze światła i noc zbliża się wielkimi krokami.

Na BBG HOPE kilka okien było rozświetlonych, ale z pewnością nikt nie dostrzegł fotografa, ukrytego w ciemności nabrzeża. A na stojącym przy Duńskim holowniku „Lampart”, zatrudnionym przy przebudowie portowych nabrzeży, i tak nie było o tej porze żywego ducha.

© Antoni Dubowicz

© Antoni Dubowicz 2014

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: