18lipiec2019     ISSN 2392-1684

Późne wejście kontenerowca MSC NOA

Późne wejście kontenerowca MSC NOA Port Gdynia

Mam już takie szczęście, że „moje” statki się spóźniają. Niekoniecznie dużo, czasem godzinę, czasem dwie, lecz zawsze tak, by wejść lub wyjść w najbardziej niedogodnym czasie. Kiedy zacznie padać, spadnie śnieg rozszaleje się burza. Lub też się po prostu ściemni. I wtedy z dobrymi zdjęciami można się niestety pożegnać. Oczywiście bywają też statki jeszcze bardziej złośliwe, które potrafią spóźnić się o dzień, dwa, trzy lub nie przyjść wcale. Szczęśliwie, to ostatnie zdarza się sporadycznie.

W przypadku wejść lub wyjść ze stoczni brak punktualności mogę jeszcze zrozumieć. Remont na doku, choćby miało to być tylko oskrobanie dna z wodorostów, zawsze może się przeciągnąć, bo przecież nie sposób przewidzieć, czy razem z wodorostami nie zdrapie się przypadkiem czegoś więcej, czy przy wyjściu z doku nie uszkodzi się śruba lub zdarzy się jakieś inne nieszczęście. Gdzie ludzie pracują, o wypadek łatwo. W skrajnym przypadku wywróci się statek razem z dokiem i nikt nie wie, co z tym fantem zrobić. Albo budowa się tak przeciągnie, że po drodze zapomni się, co się właściwie chciało zbudować i wyjdzie coś zupełnie innego. Może i nawet coś całkiem niepotrzebnego.

Taki na przykład „Gawron”, budowany dla Marynarki Wojennej w naszej własnej, polskiej, specjalistycznej stoczni miał z niej wyjść w 2009 roku  jako korweta projektu 621, pierwsza z zamówionych siedmiu, a dziś, choć minęło już 10 lat od 2009, wciąż jeszcze w stoczni jest. W budowie! Nie, żebyście myśleli, że to już któryś tam z kolei remont klasowy gotowego od dawna okrętu, nie! Wprawdzie zwodowano go po drodze (nawet trzy razy), lecz nie jest to już ani „Gawron”, ani korweta, ani nawet projektu 721. W sumie nikt też nie wie, czy w ogóle się do czegoś przyda. Lecz to już całkiem inna sprawa. Zajmuje się nią od strony fachowej któryś kolejny już rząd, więc nie dorzucajmy swoich trzech groszy do zawsze przecież słusznych decyzji właściwych i kompetentnych organów państwowych. Podobno Marynarka Wojenna ma się zacząć cieszyć okrętem już pod koniec tego miesiąca. To nie zakończy może wszystkich dyskusji, ale wydziwianie na temat niekończącej się nigdy budowy znajdzie wreszcie swój kres.

Patrząc na to z perspektywy czasu, MSC NOA przyszła nieomal punktualnie. Jeśli oczywiście uwzględnić ostatni z wielu komunikat, zapowiadający jej wejście o godzinie 17:00. W główkach gdyńskiego portu była już o 17:45, a więc prawie na czas. Niestety, o tej porze roku trzy kwadranse tuż przed zmierzchem to jednak dużo. 10 marca 2019 słońce zachodzi bowiem w Gdyni o 17:40, po czym przychodzi noc. Szybkimi, coraz szybszymi krokami. Nie były to więc warunki idealne, a raczej trudne do fotografowania. Cóż jednak robić, już tyle się nastałem na pirsie pilotowym, że byłoby głupio zrezygnować tylko dlatego, że robi się ciemno!

Dwa holowniki wprowadzały NOĘ do portu, URAN od dziobu, FAIRPLAY 26 od rufy. Ten drugi holownik zobaczyłem jednak dopiero, gdy wysunął się zza wielkiego, czarnego kadłuba kontenerowca. Już w awanporcie, po wewnętrznej stronie falochronu.

Od pewnego czasu duże statki w Gdyni obracane są nie na obrotnicy numer 3 w głębi portu, tylko na rozbudowywanej obrotnicy numer 2, tuż za pirsem pilotowym. Nie jest ona jeszcze całkiem gotowa, lecz dzięki wyburzeniu połowy leżącego w porcie wojennym nabrzeża Gościnnego oraz wprowadzeniu super nowoczesnego systemu kierowania statkami jest już możliwe obracanie tutaj naprawdę dużych jednostek.

W ostatnich tygodniach obracały się tu już dwie gdyńskie rekordzistki - „Charlotte Maersk”, największa w historii portu pod względem długości (347 m), oraz „Cap San Juan”,  największa pod względem wszystkich innych parametrów - ładowności (10.600 TEU), nośności (DWT 123.101 t) i tonażu pojemnościowego brutto (GT 118.615).

MSC NOA nie jest wprawdzie żadną rekordzistką, ale i tak zalicza się do grona bardzo dużych (jak na Gdynię) jednostek. Ma 304 m długości, 40 m szerokości i 13,4 m zanurzenia. Jej pojemność GT wynosi 75.582, zdolność przewozowa 6.966 TEU, nośność DWT 85.713 ton. Pływa pod flagą Liberii, jej portem macierzystym jest Monrovia. To statek 10-letni, zbudowany w 2009 roku w koreańskiej stoczni Hyundai Heavy Industries Ltd. Co. w Ulsan. Pierwotnie nazywał się „Chatrlotte Schulte”, potem – do maja 2014 – APL „Texas”.

To już drugi kontenerowiec o nazwie MSC NOA. Poprzednik zbudowany był w 1986 roku w Japonii, wszedł do służby pod nazwą „Hanjin NewYork”. Firma Mediterranean Shipping Company zakupiła go w połowie 2002 roku i eksploatowała pod nazwą MSC Noa. Jednak w marcu 2017 statek zakończył żywot w stoczni rozbiórkowej w Mundra w Indiach.

Wróćmy jednak do krainy żywych. Po obróceniu statku holowniki pociągnęły MSC NOĘ w głąb portu do terminalu kontenerowego przy nabrzeżu Helskim. Tymczasem z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej. O 18.12 NOA włączyła na chwilę silniki, wyrzucając w i tak już nocne niebo dodatkowo czarną chmurę spalin. I tu kończy się ta fotograficzna relacja, dalsze robienie zdjęć przestało mieć sens. W rezultacie zabrakło akurat tych trzech kwadransów. Tak to najczęściej bywa, trzeba się z tym pogodzić.

MSC NOA przebywała w Gdyni dwa dni, wyszła 12 marca. Oczywiście w nocy! Poszła do Kłajpedy, przybyła tam o czwartej z minutami (rano).

© Antoni Dubowicz 2019

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: